2 kwietnia 2012
DZIEKUJE
POCZTO POLSKA
Żeby nasze święta na
obczyźnie nie były
tak bardzo
obczyźniane,
przychodzą do nas
licznie paczki od
rodziny z Polski :)
Akurat odebrał je od
listonosza mój K, i
od razu otworzył, a
tam z bąbelkowej
koperty wyleciały
wędzone szyneczki,
kabanosy i oscypki
:)
jak z paczki
żywnościowej do
więzienia :)
I jak zwykle,
przyszły
zmaltretowane jak
się tylko
maksymalnie dało
przez Pocztę Polską.
Odkąd mieszkamy od
paru lat we Francji,
i na każde Boże
Narodzenie oraz
Wielkanoc dostajemy
po parę paczek,
jeszcze nigdy żadna
nie przyszła
o
czasie ani w dobrym
stanie! Z Polski do
nas idą 2-3
tygodnie, przy czym
dobrze wiemy że to w
ojczyźnie je tak
przetrzymują oraz
niszczą.
Dlatego że za każdym
razem przesyłka jest
rozdarta na
krawędziach i
pognieciona, a na
tych dziurach jest
taśma klejąca
francuskiej poczty i
nalepka treści
"Przesyłka wjechała
na terytorium
Francji dnia X w
stanie zniszczonym,
i została powtórnie
oklejona naszymi
staraniami".
Naprawdę, na te
kilkadziesiąt paczek
nie dostaliśmy
jeszcze ani jednej bez
nalepki naprawczej!
A opakowane są
dobrze, w karton i
jeszcze owinięte
szarym papierem.
W tym roku, idąc za
radą sąsiadki,
teściowa zamiast
jednej dużej paczki
wysłała kilka
mniejszych jako
przesyłki listowe,
mając nadzieję że
lepiej dotrą.
Figa z
makiem, tak samo
długo szły i tak
samo potargane
doszły :( A domowe
ciasteczka w środku
jedliśmy łyżką.
W drugą stronę, od
nas do Polski,
przesyłki docierają
szybko i w stanie
idealnym, a to tylko
dlatego że poczta
francuska przekazuje
je nie Poczcie
Polskiej,
a
prywatnej firmie
kurierskiej. Kurier
przynosi rodzicom do domu bez
zostawiania awizo,
ma napisany nr tel
adresata, i jak raz
teściowej nie było w
domu to kurier
zawiózł jej do
pracy.
DZIĘKUJĘ POCZTO
POLSKA za super
dostarczanie mi
polskich prezentów
na święta!
Komentuj


20
kwietnia
2012
PIKNIK
RENESANSOWY
W Chatillon sur
Saone od kwietnia do
września, w każdą
pierwszą niedzielę
miesiąca, odbywa się
piknik renesansowy.
Organizowany jest
przez lokalne
towarzystwo
miłośników regionu,
składające się z
mieszkańców
Chatillon oraz
okolicznych rolników
i ich rodzin.
Te
osoby w wolnych
chwilach pozyskują
pieniądze i w czynie
społecznym pomagają
w renowacji
zabytkowego centrum
miasteczka.
Dzięki ich staraniom
można oglądać domy
dawnych
rzemieślników
(szewca, stolarza
itp) z ich dawnymi
narzędziami,
basztę obronną, dawną
szkołę, spichlerz i
kawiarnię serwującą
ciasta według
dawnych receptur.
Raz w miesiącu w
czasie festynu
wszystko ożywa.
Trochę dziwnie jest
spotkać żony
rolników, na codzień
widziane przy
dojeniu krów i
doglądaniu cieląt,
tym razem ubrane w
renesansowe spódnice
i czepki,
prezentujące dawne
sposoby prania albo
historyczne tańce.
Albo emerytowany
sąsiad, stojący w
koszulinie
jak worek
po kartoflach i
kaftanie, i
sprzedający w
kubkach chłopski
napitek na bazie
wyciągu z ziół.
W renesansowej
szkole można zasiąść
w drewnianych ławach
i spróbować swoich
sił w pisaniu
oryginalnego
dyktanda w
starofrancuskim :)
Osoba z największą
liczbą błędów idzie
do kąta i zakłada
ośle uszy!
Poza tym Chatillon
sur Saone ma bardzo
ciekawą historię.
Leży na styku trzech
regionów: Szampanii
(dawniej najeżdżanej
przez Anglików),
Lotaryngii (dawniej
najeżdżanej przez
Niemców, a nawet
przez Szwedów)
oraz
Franche-Comté
(dawniej najeżdżanej
przez Hiszpanów od
Burgonii).
Przez to
miasteczko przeżyło
(a raczej
nieprzeżyło) kilka
złupień oraz wycięć
w pień ludności. W
1475 napaść od
strony Burgonii, w
1476 od Lotaryngii,
w 1637 przez Szwedów
w czasie Wojny
Trzydziestoletniej
"tak że pozostali
przy życiu jedli
trawę jak zwierzęta"
(cytat z kronik
Chatillon).
Do tego
epidemie dżumy w
1525-1527, 1529-1531
i w 1636.
Po zniszczeniu przez
Szwedów miasteczko
opustoszało na wiele
lat, ulice zajęły
krzaki i drzewa.
www.chatillonsursaone.com/1ere
page/acceuil.html
Komentuj









stara francuska
szkola, blog polki
we francji,
francuskie
towarzystwo
historyczne